Porażka trenerów i szkolenia centralnego

Napisał Krzysiek Olszewski wtorek, 19 sierpień 2008. Aktualności

Porażka trenerów i szkolenia centralnego

Reprezentanci Polski w pływaniu na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie startowali 35 razy, z czego tylko 11 razy poprawiali rekordy życiowe. Szybka matematyka i jest 31% poprawy w 17-sto osobowej ekipie. Osoby, które poprawiły wyniki to w szczególności Katarzyna Baranowska, Agata Korc oraz nabierające doświadczenia juniorki. Jak to często jest mawiane "liczby nie kłamią" i trzeba zadać sobie pytanie co się stało, że najbardziej dynamicznie rozwijająca się dyscyplina w Polsce zawiodła na najważniejszej imprezie sportowej na świecie? Kto ponosi odpowiedzialność za żenująca postawę reprezentacji? Spróbuję Wam przybliżyć obraz polskiego pływania.

Trenerzy kadry

Po mistrzostwach świata, które odbyły się w Fukuoce (Japonia) w 2001 roku, Otylia Jędrzejczak zrezygnowała z pracy z niemieckim trenerem Fischerem i wróciła do kraju, aby podjąć współpracę na warszawskiej AWF z trenerem Pawłem Słomińskim. Otylia była już świetnie rozwijającą się zawodniczką, której w przeszłości pomagali tacy szkoleniowcy jak trenerka krakowskiej SMS Maria Jakóbik. Po przejściu pod skrzydła Pana Pawła Słomińskiego Otylia doznała nowych bodźców treningowych i już w 2002 roku na mistrzostwach Europy w Berlinie pobiła rekord świata na 200m motylkiem. Sukces jaki osiągnęła został przypisany trenerowi Słomińskiemu, ale prawda jest taka, ze Otylia pod okiem każdego szkoleniowca by ten rekord pobiła. Popularna Oti była w okresie, gdy rekordy bije się z zawodów na zawody. Bazowała na pracy z trenerką Jakóbik i trenerem Fischerem.

Jej rekord z 2002 to 2:05.78, rok później w Barcelonie na MŚ pływała 2:07.56, w Madrycie na ME w 2004 znów wygrała (2:06.47), na igrzyskach w Atenach Oti pierwsza w czasie 2:06.05, później pamiętny Montreal i "jednorękie" 2:05.61 oraz ME w Budapeszcie w 2006 roku, złoty krążek i 2:07.09 Znów można powiedzieć, ze "liczby nie kłamią". Od 2001 do 2008 roku (7 lat) Otylia poprawiła się zaledwie 2 razy! Na początku, po rocznej pracy z trenerem Słomińskim, oraz w 2005, gdy ściany dotknęła jedną ręką. Trzeba powiedzieć jasno, Paweł Słomiński z Otylią praktycznie nie zrobił nic. Podtrzymywał jej formę z roku na rok, ale nie poprawił jej. Nie można mydlić oczu medalami, trzeba spojrzeć na czasy. Dopiero, gdy Otylia przegrała w Melbourne w 2007 wszyscy zrobili wielkie oczy i zadawali sobie pytanie "jak to możliwe?".

Takich zawodników, którzy przeszli do trenera Słomińskiego jest i było wielu. Na pewno jest on fachowcem i wielu zawodników poprawiło u niego życiówki, ale nikt tak naprawdę nie zrobił wielkiego kroku dalej. Prawda jest taka, że Słomiński dostawał gotowych zawodników z klubów oraz SMS-ów i nikt się nie wybił. Sławomir Kuczko na 200m klasykiem w 2003 pływał 2:18.42, w 2004 2:18.63, w 2005 2:12.35, a w 2006 2:11.78. Od ostatniej życiówki minęły prawie 2 lata i Paweł Słomiński wszystko zrzuca na "brak profesjonalnego podejścia" przez zawodnika. Czyli w jego grupie takim brakiem podejścia muszą się szczycić również Łukasz Gimiński, Michał Rokicki, Łukasz Drzewiński i inni. To nie zawodnicy są słabi, tylko trener nie ma pojęcia jak ich zmotywować. Tłumaczenie, że są oni dorośli i muszą podjąć decyzję jest niedopuszczalne.

Drugim trenerem kadry, który stoi w cieniu Słomińskiego, jest Piotr Woźnicki. Trener SMS Oświęcim oraz miejscowego klubu "Unia". Jeden z najmłodszych szkoleniowców (ur. 1975r.) jest człowiekiem dla którego sport to ciężka praca. Można go porównać do Boba Bowmana, pasjonuje się pływaniem. Spod jego stopera wyszli tacy zawodnicy jak Paweł Korzeniowski, Sławomir Wolniak, Marcin Unold czy Kajetan Załuski. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to trener, który potrafi zamienić średniego pływaka w takiego, który zdobywa medale na MP, a przynajmniej pływa w finałach. Myślę, że gdyby został głównym szkoleniowcem kadry odniósłby większy sukces niż Słomiński, ponieważ miałyby swobodę podejmowania kluczowych decyzji.

Szkolenie centralne

Cofnijmy się w czasie do roku 2004, gdzie na Zimowych Mistrzostwach Polski w Oświęcimiu PZP przedstawił czteroletni "plan" przygotowań na Pekin 2008. Władze PZP zdecydowały się na zmianę systemu szkolenia najlepszych pływaków w kraju, aby zmaksymalizować ilość zawodników, którzy wypełniliby minima w 2008 roku do Pekinu. Związek powołał do życia "szkolenie centralne", które miało na celu scentralizować przygotowania najlepszych zawodników do najważniejszych imprez pływackich. Wszyscy najwybitniejsi zawodnicy mieli przejść do grupy trenera Pawła Słomińskiego na 220 - 270 dni treningowych w roku. Szkolenie dostało wysokie dofinansowanie na obozy, odżywki, badania, etc. Jeśli ktoś nie chciał pływać pod okiem "Słomy" i chciał zostać ze swoim trenerem, to takie dofinansowanie zostałoby odcięte. Powołanie "szkolenia centralnego" przyczyniło się do rozpadu pracy trenerów klubowych z zawodnikami. Dla przykładu trener Oli Urbańczyk - Wędrychowicz, Barzyckiej - Pliszka, czy Dulian - Generalczyk.

Kolejnych parę lat przyniosło oczekiwane efekty. Korzeniowski pod nieobecność Phelpsa na mistrzostwach świata w Montrealu w 2005 roku został Mistrzem Świata, Otylia po jednorękim dotknięciu ściany w finale na 200m st. motylkowym obroniła rekord świata i tytuł mistrzyni, Kuczko szalał w żabce na długim jak i krótkim basenie, etc. Trener Słomiński w wywiadach mówił o planach na Pekin i o 22 zawodnikach, którzy mieliby wypełnić minima olimpijskie. Polskie Eldorado pełną parą. Sponsoring od Dialogu oraz Biotonu. Milionowy budżet od ministerstwa kultury fizycznej i rekreacji. Nagrody, oklaski, i samochody w konkursach Przeglądu Sportowego.

Przychodzi rok 2007 i pamiętne Mistrzostwa Świata w Melbourne. Porażka Otylii, porażka Korzeniowskiego, oczywiście porażka trenera Słomińskiego, a w sumie porażka 17-sto osobowej ekipy, z której tylko "grupa szczecińska" pokazała klasę. Trener Drozd i jego podopieczni zdobyli 2 złote medale i jako jedyni wypełnili oczekiwania jakie postawiły PZP i publika. Nasuwa się pytanie: czemu 2 osoby z 16 (Baranowska była kontuzjowana i nie wystartowała) pływały na poziomie, a 14 zawiodło? Odpowiedz dość prosta - PZP i "szkolenie centralne". Team Drozda jako jedyny w Polsce utrzymał suwerenność i nie dołączył do "szkolenia centralnego". Tylko Team Drozda miał możliwość przetrwania jako osobna grupa, ponieważ PZP nie miało na tyle odwagi lub możliwości, aby rozłączyć trenera Drozda od 3 wspaniałych zawodników jakimi, są Sawrymowicz, Stańczyk czy Baranowska. Trener Słomiński całą winę zrzucił na "szkolenie centralne", a bardziej szczegółowo na zawodników.

W Pekinie nastąpiła eskalacja upadku "szkolenia centralnego". Zawodnicy ponieśli klęski, trenerzy nie wiedzieli co powiedzieć. Po raz kolejny Słomiński zrzuca winę na "szkolenie centralne" (które sam powołał do życia) oraz zawodników. Winnych można szukać wszędzie, w basenach, ośrodkach, zawodnikach, masażystach, psychologach, ale nigdy w trenerach. Jeszcze nie zdarzyło się, aby szkoleniowiec powiedział, że to jest jego wina i że ponosi odpowiedzialność za wyniki zawodników. Przykre.

Polski Związek Pływacki

Do Pekinu pojechała 17-sto osobowa ekipa. Dziesiątka z nich uzyskała wymagane minima, reszta pojechała za uśmiech i wyniki ze sztafet. Na najważniejszą imprezę sportową na świecie pojechały osoby, które nie uzyskały minimów, które nawet nie startowały w sztafetach, które te minima uzyskały. Dwie juniorki Wilk i Szczepaniak pojechały sobie na wycieczkę do Chin po to, aby popłynąć 200m kraulem w sztafecie, która była skazana na porażkę (Otylia nie płynęła w eliminacjach). Życiówki tych zawodniczek przed Pekinem (i po tez), są o 2-4 sekundy wolniejsze od średniej wyników z pamiętnej sztafety z ME w Budapeszcie (7:56.32 - srebrny medal). Pytanie się nasuwa, za co pojechały do Pekinu? Polski Związek Pływacki nie może zachowywać się jak autonomiczny związek, który podejmuje decyzje bo maja takie zachcianki. Dla naświetlenia tego paradoksu trzeba powiedzieć, ze z tej 17-sto osobowej ekipy dwóch zawodników nawet nie pływało na zawodach. Joanna Budzis i Łukasz Gimiński nie pływali w Pekinie. Na razie nie wiemy jakie są przyczyny, ale jest to trochę dziwne. PKOl wydaje pieniądze na zawodników, którzy nie startują. Na pewno nie możemy powiedzieć, że zawodnicy są słabi. Po prostu sztab szkoleniowy chyba nie wiedział co robi.

Wpadki związku można zauważyć wszędzie. Nie trzymają się zasad podczas nominowania zawodników na główne imprezy, wydają pieniądze na obozy, które można było zorganizować taniej i bliżej. Jeszcze nie słyszałem, aby Phelps latał do RPA na obozy pływackie. Tłumaczenie, że zawodnicy potrzebują ciepła i słońca to trochę infantylne. Znów biorąc na przykład Phelpsa, on siedzi w Michigan, jednym z najzimniejszych stanów USA. Nagonka na Polski Związek Pływacki nie jest jedyna, jaka teraz panuje w Polsce. To co się dzieje u szermierzy to paranoja. Jak można mieć głównego trenera kadry przez 20lat? Jak można mieć jednego prezesa związku od 1980 roku? Każdy Polski związek sportowy ma swoje problemy i trzeba zacząć rozliczać ich z wszystkiego co robią. Bo jak na razie tylko szkodzą młodym adeptom rożnych dyscyplin sportowych.

Ośrodki

Każdy artykuł, wywiad, czy felieton o pływaniu napisany przez ludzi związanych z reprezentacją, to narzekanie na brak pełnowymiarowego olimpijskiego basenu. W Polsce mamy piękne baseny 50-cio metrowe w Ostrowcu Świętokrzyskim, Dębicy, Oświęcimiu, Gorzowie Wlkp i w Warszawie. Kadra tuła się po tych ośrodkach spędzając 300 dni w roku poza domem. W Chinach, w USA, w Australii zawodnicy pływają w klubach, na uniwersytetach przez cały rok. Jeżdżą do domu tylko na święta, jeśli w ogóle. Trenują, nie narzekają. Te osławione "300dni w roku" to jedna z porażek szkolenia centralnego. Zamiast treningu w klubie, u swojego trenera, treningu na uczelni, zawodnicy jeżdżą po całej Polsce, Europie i świecie, bo trener tak sobie życzy.

Mentalność zawodnika

Do sukcesów Otylii każdy przywykł; 200m motylkiem, złoty krążek i mazurek Dąbrowskiego. Dopiero po przegranej, w Melbourne wyszło na jaw, ze Otylia jest słaba i ma problemy. Praca z psychologiem 24 na dobę, bardzo "inteligentne" wywiadach dla telewizji czy w gazetach, narzekanie na każdy kostium, w jakim płynie oraz płacz przez pół nocy. Dopiero MŚ w Melbourne pokazały jak trudno jest naszym zawodnikom przyjąć porażkę "na klatę". Media (takie jak my) zawsze będą pisać miodowe artykuły, gdy zawodnik wygrywa, a z drugiej strony takie newsy, które ociekają krwią, gdy przegrywa. Jedni po porażce pójdą na kolejny trening i wezmą się do roboty, aby nadgonić przeciwnika, a drudzy pójdą dać wywiad do "Pani Domu" lub śpiewać w teledyskach. Otylia jest najlepszą pływaczką jaką mamy, jest naszym skarbem narodowym. Trzeba bić pokłony za to co zrobiła dla nas jako kibiców i dla polskiego pływania, lecz z drugiej strony musi zrozumieć, że jej obowiązkiem (jako osoby publicznej) jest dążenie do perfekcji i do rozwoju.

Reszta kadry narodowej to też nie są perełki. Mamy wielu utalentowanych zawodników, o świetnych warunkach fizycznych, lecz zawsze czegoś brakuje, aby wskoczyć na ten kolejny poziom. Nasi dwustumetrowcy nie poprawili się od paru lat. Nasi juniorzy, gdy tylko wejdą w wiek seniorski i zaczynają dostawać duże stypendia przestają się rozwijać. Zawsze jest jakieś "ale", zawsze kłody pod nogami. W każdym wywiadzie pływacy mówią tak "chcę wygrać z kimś tam, chcę wejść do finału, nie chcę przegrać, jestem w super formie". Czemu nasi zawodnicy nie powiedzą czegoś takiego "jestem dobrze przygotowany, muszę się skupić na dobrej rozgrzewce, a później w czasie wyścigu na nawrotach, nad techniką, muszę jeszcze porozmawiać z trenerem". Z historii wiemy, że zawodnicy, którzy skupiają się na rywalizacji, którzy patrzą na tor obok nie pływają szybko. Każdy basen to te same warunki, jeden tor, dwie liny po bokach, jeden słupek i ściany.

Ocenę zostawiam Wam. Wieszajcie psy na kim chcecie, ale mam nadzieje po przeczytaniu tego artykułu macie większą świadomości na temat tego co się dzieje w polskim pływaniu.

O Autorze

Krzysiek Olszewski

Krzysiek Olszewski

Związany z portalem od 2005 roku. Wychowanek Delfina Toruń oraz absolwent SMS-u Oświęcim. Ukończył studia na Michigan State University w USA. Na plywanie.pl zajmuje się stroną techniczną portalu, chociaż czasem napisze parę kontrowersyjnych felietonów.

Nasi Partnerzy